Fotograf Szczecin Aksen Photo – Fotografia ślubna i rodzinna

Agnieszka & Robert


Ślub kościelny w Bazylice Mniejszej Św. Jana Chrzciciela | Szczecin

Agnieszka i Robert odezwali się do mnie dość niespodziewanie. Ślub był planowany dosłownie dwa tygodnie później, a oni właśnie przyjechali z Wielkiej Brytanii i szukali fotografa na kameralną ceremonię kościelną w Szczecinie. Zupełny przypadek sprawił, że miałem wtedy wolny termin. Czasem tak po prostu ma być.

Od początku było jasne, że to nie będzie duże wydarzenie. Bez wesela, bez hucznej imprezy, bez długiego planu dnia. Tylko ślub w kościele i najbliższa rodzina. Agnieszce i Robertowi zależało na samym momencie złożenia przysięgi i na tym, żeby mieć z tego pamiątkę na zdjęciach. Nic więcej.

Wybrali Bazylikę św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Duże, bardzo charakterystyczne miejsce, z wysokim wnętrzem i spokojnym światłem, które wpada przez witraże. Mimo że to ogromna świątynia, tego dnia wszystko miało bardzo kameralny charakter. Kilkanaście osób, cicha rozmowa przed wejściem, krótkie powitania i trochę nerwowego śmiechu.

Rodzina Roberta była anglojęzyczna, więc od początku mieszały się języki. Ktoś tłumaczył komuś, ktoś dopytywał, gdzie stanąć, kiedy wejść. Było w tym trochę chaosu, ale takiego przyjemnego, rodzinnego. Widać było, że wszyscy są tam naprawdę dla nich, a nie dlatego, że tak wypada.

Ceremonia zaczęła się spokojnie. Agnieszka weszła do kościoła przy cichych rozmowach, które szybko ucichły. W takich momentach nawet duże wnętrze robi się bardzo osobiste. Widać było skupienie, trochę stresu, ale też dużo ciepła między nimi. Robert co chwilę zerkał w stronę rodziny, jakby chciał się upewnić, że wszyscy są, że to się naprawdę dzieje.

Część ceremonii była prowadzona po polsku, część w prostych, krótkich zdaniach po angielsku, żeby rodzina Roberta też czuła, że uczestniczy w tym wszystkim, a nie tylko się przygląda. To był miły, naturalny gest, który bardzo pasował do całego klimatu tego ślubu.

Nie było pośpiechu. Nikt nigdzie nie gonił. Bez napiętego grafiku, bez planu na kolejne punkty dnia. Po przysiędze wszyscy zostali jeszcze chwilę w środku, ktoś się przytulał, ktoś robił szybkie zdjęcia telefonem, ktoś po prostu stał w ciszy. Takie momenty są bardzo dobre do fotografowania, bo nikt nie myśli o aparacie.

Po wyjściu z kościoła nie było klasycznego zamieszania, rzucania ryżem czy ustawiania się do wielkich grupowych zdjęć. Zrobiliśmy kilka spokojnych ujęć przed bazyliką, trochę rodzinnych, trochę samych Agnieszki i Roberta. Była późna jesień, chłodne powietrze i miękkie światło, które bardzo dobrze pasowało do tego dnia.

Zrobiliśmy też krótką sesję w okolicy kościoła. Bez długiego spaceru, raczej kilka przystanków, kilka chwil tylko dla nich. Widać było, że dopiero wtedy zaczyna do nich docierać, że są już po wszystkim. Napięcie powoli schodziło, pojawiały się uśmiechy i taki zwykły spokój, który przychodzi, kiedy najważniejsza część dnia jest już za nimi.

Potem wszyscy po prostu pojechali razem na rodzinny obiad. Bez muzyki, bez tańców, bez scenariusza. Zwykłe spotkanie, rozmowy, bycie razem po ważnym wydarzeniu. Dla mnie reportaż kończył się właśnie w tym momencie, kiedy wszystko wracało do prostych, normalnych gestów.

To był jeden z tych ślubów, które pokazują, że nie trzeba wielkiej oprawy, żeby było prawdziwie. Kilkanaście osób, dobra energia, szczere emocje i miejsce, które samo w sobie robi wrażenie, ale nie przytłacza. Agnieszka i Robert chcieli tylko spokojnej ceremonii i zdjęć, które będą im przypominać ten dzień. I dokładnie taki był ten reportaż. Cichy, prosty i bardzo osobisty.

"Wow, jesteśmy pod ogromnym wrażeniem – te zdjęcia są przepiękne! Dziękujemy Ci z całego serca za uchwycenie naszego dnia ślubu. Uwielbiamy te fotografie i to, jak perfekcyjnie uchwyciłeś każdy cenny moment naszej ceremonii w najmniejszych detalach. Było wspaniale Cię poznać. Jeszcze raz dziękujemy i życzymy wszystkiego najlepszego! "
Agnieszka
Mój Instagram