Klaudia & Damian
Ślub kościelny - kościół św. Piotra i Pawła w Jasienicy | Wesele - hotel Dobosz, Police
Klaudia i Damian odezwali się do mnie prawie rok przed swoim terminem. Chcieli mieć wszystko dograne na spokojnie, bez nerwowego szukania fotografa na ostatnią chwilę. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy o tym jak wyobrażają sobie ten dzień, co jest dla nich ważne, jaki klimat lubią na zdjęciach. Już wtedy było widać, że to para, która bardzo przeżywa takie momenty i chce je zapamiętać dokładnie takimi, jakie będą, bez udawania i bez sztucznego pozowania.
Ślub odbył się w pięknym kościele św. Piotra i Pawła w Jezienicy. To miejsce ma w sobie spokój i taki trochę ponadczasowy klimat. Światło wpadające przez okna, cisza tuż przed rozpoczęciem ceremonii, lekki stres wypisany na twarzach, który po chwili zamienia się w ulgę i uśmiech. Było dużo wzruszeń, spojrzeń pełnych emocji i momentów, które dzieją się tylko raz. Fotografowałem z boku, starając się nie przeszkadzać, bo w takich chwilach naprawdę liczy się to, żeby para mogła być tylko dla siebie.
Ten dzień nie był dla nich łatwy pod względem emocjonalnym. Kilka tygodni wcześniej zmarł ojciec jednego z nich i do samego końca nie było wiadomo, czy ślub i wesele w ogóle się odbędą. To było czuć w powietrzu, taką mieszankę smutku i ogromnej potrzeby bycia razem. Myślę, że właśnie dlatego wszystko, co wydarzyło się później, miało jeszcze większą wartość. Było w tym dużo szczerości i prawdziwych uczuć, bez udawania, że wszystko jest idealnie.
Po ceremonii pojechaliśmy do Hotelu Dobosz w Policach, gdzie czekało już wesele. I tutaj klimat zmienił się totalnie. Z kościelnej ciszy weszliśmy w energię, śmiech i parkiet, który bardzo szybko się zapełnił. Goście nie mieli zamiaru długo siedzieć przy stołach. Tańce zaczęły się praktycznie od pierwszych taktów muzyki i trwały bez większych przerw. Było głośno, radośnie i bardzo spontanicznie.
Klaudia i Damian szybko złapali luz i było widać, że mimo trudnych ostatnich tygodni chcą po prostu cieszyć się tym wieczorem. Było dużo śmiechu, przytulania, rozmów przy stołach i takich małych scenek, które zawsze lubię łapać aparatem. Ktoś poprawia komuś krawat, ktoś inny śmieje się do łez przy barze, dzieci biegają między gośćmi, a na parkiecie cały czas coś się dzieje.
Znaleźliśmy też chwilę na krótkie zdjęcia w okolicy hotelu, żeby złapać oddech i mieć parę spokojniejszych kadrów tylko we dwoje. Bez pośpiechu, bez presji, po prostu kilka minut bycia razem po środku bardzo intensywnego dnia.
To był ślub i wesele, które zapamiętam na długo. Z jednej strony pełne wzruszeń i trudnych emocji, z drugiej ogromnie radosne i żywe. Dokładnie takie historie lubię opowiadać zdjęciami, prawdziwe, trochę nieidealne, ale dzięki temu bardzo autentyczne.










































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































