Weronika & Paweł
Ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego i wesele | Nowogard
Ten dzień od początku zapowiadał się spokojnie i bez pośpiechu. Kameralny ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego w Nowogardzie, tylko najbliżsi, bez dużej oprawy i bez zbędnego zamieszania. Para młoda chciała przede wszystkim przeżyć ten moment razem i cieszyć się obecnością rodziny, a ja miałem im po prostu towarzyszyć z aparatem i łapać to, co działo się naturalnie.
Ceremonia w USC była krótka i bardzo spokojna. Kilka spojrzeń, uśmiechy, trochę stresu i ten charakterystyczny moment ciszy tuż przed podpisami. W takich chwilach nie potrzeba niczego więcej. Wystarczy być uważnym i nie przeszkadzać. Po wyjściu z urzędu były szybkie gratulacje, kilka rodzinnych zdjęć i pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
W drodze na salę weselną postanowiliśmy zatrzymać się na krótką sesję w plenerze. Nowogard ma to szczęście, że jezioro i zieleń są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Kilka minut spaceru, trochę śmiechu, chwila oddechu po emocjach z urzędu i już mieliśmy zupełnie inny klimat zdjęć. Bez sali, bez gości, tylko oni i spokojna przestrzeń wokół.
Światło było miękkie, odbijało się od tafli jeziora, a drzewa tworzyły naturalne tło, które nie potrzebowało żadnych dodatków. To był moment, kiedy naprawdę można było zwolnić. Nie było presji czasu, nikt nie patrzył, nikt nie poprawiał fryzury co minutę. Po prostu krótki spacer i kilka kadrów, które pokazują ich takimi, jacy są na co dzień.
Po tej krótkiej sesji ruszyliśmy dalej do Hotelu Przystań w Nowogardzie, gdzie czekali już goście. Tam klimat zmienił się całkowicie. Z ciszy nad jeziorem w gwar rozmów, muzykę i pierwsze toasty. Wesele było rodzinne, bez wielkiej scenografii, ale za to z bardzo dobrą atmosferą. Dużo rozmów przy stołach, szybkie żarty, pierwsze tańce i dzieci biegające między parkietem a stołami.
Lubię takie przyjęcia, gdzie nie ma podziału na oficjalne momenty i resztę wieczoru. Wszystko dzieje się płynnie. Raz ktoś tańczy, za chwilę siedzi i opowiada historię sprzed lat, potem znowu wraca na parkiet. Dla fotografa to najlepszy układ, bo zdjęcia powstają same, bez potrzeby ustawiania czegokolwiek.
W trakcie wesela wracaliśmy jeszcze na chwilę do zdjęć przy stolikach i na parkiecie. Sporo śmiechu, spontaniczne reakcje i takie momenty, które zwykle nie trafiają do oficjalnych albumów, a po latach to właśnie one wywołują największy uśmiech.
Ten dzień był prosty i bardzo spójny. Kameralny ślub, chwila tylko dla nich nad jeziorem i spokojne, rodzinne wesele w Hotelu Przystań. Bez pośpiechu, bez scenariusza i bez udawania. Dokładnie taki klimat, który najlepiej pasuje do reportażu i do wspomnień, które zostają na długo.















































































































































































